Wolność w pracy, wolność w zespole, czy warto?

Czas czytania 8 minut




Nowy rok rozpoczął się dla nas z tzw. grubej rury.  W aktualnych projektach dzieje się dużo dobrego, lada moment otworzymy kolejne dwie nowe realizacje oraz dodatkowo wzmocniliśmy nasz zespół, by móc wspólnie budować więcej niż osobno. Tyle wydarzyło się w ciągu  zaledwie 31 styczniowych dni.

Szczerze cieszy mnie ta intensywność i to nie tylko dlatego, że lubię robić to, co robię (czego każdemu życzę), ale przede wszystkim dlatego, że jest w tym duża doza wolności.

 

Wolność w pracy

Źródło: www.unsplash.com

Wolność w pracy? Fakt? Mit? Jest to możliwe?

Ano jest i zaraz wyjaśnię dlaczego zwracam na to uwagę oraz w ogóle dlaczego teraz.

Zatem, dla lepszego zrozumienia idei tego artykułu niezbędne jest trochę chronologii.

Nie chcąc wchodzić zbyt głęboko w tematy polityczne, wrócę tylko do ostatniego dosyć ciężkiego czasu w Polsce. Pogrzeb Prezydenta Pawła Adamowicza. Akurat byłem w Gdańsku, prowadziłem zajęcia MBA. Czysty przypadek, że akurat w tym czasie byłem w tym miejscu. W tym miejscu oddalonym zaledwie 500 metrów od Europejskiego Centrum Solidarności. Przygnębiająca, wstrząsająca atmosfera. Czas jakby się zatrzymał. W sobotę odwołaliśmy zajęcia. Część osób wzięła udział w wydarzeniu, ja pojechałem nad morze. Uciekłem? Tak, to co się wydarzyło, tak bezpardonowy, ostateczny atak na wolność osobistą człowieka totalnie nie mieści mi się w głowie.

 

Tydzień po tym odwiedziłem swojego kolegę z którym współpracujemy od wielu lat. Robimy coś razem, rozjeżdżamy się w swoje strony, a później, za kilka lat znowu się zjeżdżamy, by wspólnie coś porobić. Jacek (tak ma na imię kolega), skutecznie wdraża w swojej całkiem sporej firmie zasady samoregulujących się zespołów. Zapewne już słyszeliście o turkusowych organizacjach. W firmie Jacka już się to dzieje. Podczas ostatniej wizyty miałem okazję tego doświadczyć, zobaczyć w praktyce, jak wygląda odejście od struktury i zastąpienia jej rolami. Przyjrzenie się jak działają uzgodnienia między rolami, zarządzanie bez budżetów itd.  w kontekście mojej codziennej pracy wypełnionej planami, harmonogramami, to naprawdę niezwykle cenne doświadczenie. Dzięki temu, uświadomiłem sobie coś bardzo ważnego - to są podstawowe założenia, które podświadomie staram się wdrażać w zespołach z którymi współpracuję. Zrozumiałem też, dlaczego w niektórych przypadkach nie udało mi się to i jakie były powody porażki już na samym wstępie.

 

Wyciągając wnioski, wkrótce po tych przemyśleniach zorganizowałem rozmowę z najbliższymi współpracownikami. Zainspirowany tym, co zobaczyłem u Jacka, powtórzyłem to, co od dawna siedziało mi w głowie, ale nie zostało wypowiedziane. Co powiedziałem?

 

Zależy mi na zbudowaniu organizacji, w której pełnimy i staramy się wywiązywać z pewnych ról.

Ról, które wiążą się z odpowiedzialnością, korzyściami, zobowiązaniami.

Ról które są pełnione w dobrowolnych godzinach.

Ról wolnych od przymusu.

Powiedziałem, że nie chcę o wszystkim decydować, być ostatnią instancją, aprobować innych sposób myślenia. Nie chcę sobie schlebiać, czy dodawać wartości przez to jaką rolę pełnię, jaką funkcję mam wpisaną na wizytówce. Nie interesuje mnie bycie “z zawodu dyrektorem”.

 

 

Czy takie postawienie sprawy i próba wdrożenia takich zasad jest wszędzie pożądane i będzie skuteczne?

Niestety nie. Dlaczego tak stanowczo twierdzę, że nie?

Przekonałem się o tym podczas ostatniego pobytu w Serbii,  oczywiście związanego z realizacją projektu polegającego na budowie dwóch tuneli, o czym pisaliśmy między innymi tutaj. Jednak nie wspomnieliśmy o tym, że po drugiej stronie góry ktoś inny również kopie dwa tunele… Teoretycznie kiedyś mamy się spotkać, inaczej będzie  serio źle.

Inicjatorem i głównym pomysłodawcą mojej obecności w tym projekcie jest Mikhail  - dyrektor projektu. Człowiek niezwykle pozytywnie zakręcony, niesamowity lider, a prywatnie mój bardzo dobry kolega. Mikhail zrobił coś niesamowitego. (Nie, nie chodzi o to, że zaprosił mnie do współpracy :P ). Mikhail zbudował zespół, który przeczy wszelkim zasadom wykładanym w serbskich, tradycyjno-konserwatywnych szkołach biznesu. Mikhail jak trzeba to robi herbatę, jak trzeba to używa mocnego, mięsistego języka, wprowadza dużo uśmiechu, zdrowych relacji. Jak dotąd, nigdy nie widziałem tak zdyscyplinowanego, ale też luźnego zespołu. A widziałem ich sporo. Co więcej - Mikhail walczy o swoich ludzi, o ich komfort pracy, samopoczucie, wolne umysły. Uwierzcie, w Serbii nie jest to standardem.

 

 

Zarządzanie projektami infrastrukturalnymi

Źródło: privat

W jedna sobotę (pracyjmey 24 h/7), pojechaliśmy z wizytą do firmy po drugiej strony góry. Brzmi trochę jak z “Gry o tron”, ale zamiast muru jest góra i nie walczymy ze sobą, wręcz przeciwnie, chcemy się spotkać. Firma z za góry jest bardzo profesjonalna, stabilna, dobrze zarządzania. Nie ma nic do zarzucenia. Na ten moment pewnie nawet działa bardziej efektywnie niż my. Ale…. już od samego wejścia uderzyła mnie jedna rzecz. Tam w powietrzu czuć jest hierarchię i strukturę. Tym się tam oddycha, widzi się to na  każdym kroku. W sposobie, jak ludzie się do siebie odzywają, jak zbudowane jest biuro, jak przygotowywane są pisma, jak wygląda proces decyzyjny.

Znacie to uczucie, gdy jesteście w miejscu w którym nie koniecznie chcecie być? No właśnie, ja własnie wtedy tak się poczułem i z przyjemnością wyszedłem na dwór pooddychać świeżym, wolnym powietrzem.

 

Jaki to wszystko ma związek z tym tekstem? Wolność, o której piszę, nie jest ani wymogiem, ani standardem. Czym zatem jest? Zapamiętajcie to proszę - wolność jest kwestią wyboru, czyli pewnego rodzaju fundamentem, na którym budujemy organizację, firmę, projekt. Według mnie, zanim zacznie się w ogóle rozmawiać o metodykach, standardach, softwarach, modach w zarządzaniu, powinno zostać zadane jedno pytanie - jaki my osobiście mamy stosunek do wolności w życiu, pracy, rodzinie?

Wiem, że wiele osób nie ma wysokich oczekiwań wobec wolności. Hierarchia, ścieżki kariery to tylko częściowa odpowiedzialność. Posiadanie kogoś, kto za nas podejmie decyzję, weźmie ryzyko dla części osób jest wręcz pożądane.

 

Wolność to samotność decydenta, brak możliwości obwiniania innych winą za swoje decyzje.

Wybór jej wcale nie jest łatwy.  Rozmyślając o tej kwestii uświadomiłem sobie jeszcze jedną kwestię. Świat, który filtrowałem przez okulary własnych oczekiwań, wcale nie musi być taki, jak uważałem, że powinien być. W końcu zrozumiałem też, dlaczego od pewnego czasu idzie nam lepiej, niż wcześniej. Wiecie dlaczego? Dlatego, że przestałem wierzyć w algorytmy i hierarchię w zarządzaniu, jako główne źródło sukcesu.

 

Od dawna z dużym zdziwieniem słuchałem ludzi, pewnych co do tego, że software i metodyka, w której zasób (uwaga na to słowo - ZASÓB nie człowiek) wpisuje się w pozycję C1, wciska ENTER i potem wszystko przelicza, rysuje, na kolorowo, po to by system podpowiedział dyrektorowi, która decyzja jest najlepsza.  Brzmi szalenie, ale wiecie co? To też działa. Miałem dowody, na to, że tak jest, ale nie byłem w stanie emocjonalnie zrozumieć dlaczego. Teraz już rozumiem, że to się sprawdza w pewnym kontekście, a dokładnie tam, gdzie istnieje zgoda na to, że otrzymujemy wynagrodzenie w zamian za rezygnację z pewnej części wolności.

 

Uświadomiłem sobie jeszcze jedną, niezwykle kluczową kwestię - wiele lat temu, świadomie rozstałem się z tym światem hierarchii i nie mam już do niego powrotu. Zrozumiałem, że idzie nam lepiej, bo dobraliśmy się jako zespół dzięki akceptacji i podstawowych, podobnych o ile nie takich samych wartości. Co więcej - jest to droga trudniejsza, bardziej ryzykowna. Nawet z punktu widzenia klienta, który aby nas zrozumieć, musi mieć podobne oczekiwania względem wolności w pracy i zespole, co my. A jednak, tak jak napisałem wcześniej - realnie taka postawa jest pewnego rodzaju awangardą.

 

Dlatego ważnym elementem rozmów o współpracy jest dla nas konieczność weryfikacji, czy jesteśmy dopasowani do klienta na poziomie podstawowym. Jeżeli nie, nasza wspólna droga będzie rozczarowująca.

 

Na koniec tego wolnościowego wywodu, życzę Wam, byście mogli sami przed sobą, szczerze, odpowiedzieć czego od siebie/ zespołu/ projektu oczekujecie. Ale zróbcie to jeszcze zanim wybierzecie metodę/ sposób/ narzędzia.

Do następnego zczytania

Pozdrawiam

Tomek Wrzesiewski

autor